,OTWÓRZ TĄ KSIĘGĘ 

 

 

 

Styczeń Luty

 

 

WSTĘP Rok Myśliwca

STYCZEŃ LUTYMARZECKWIECIEŃMAJCZERWIECLIPIEC SIERPIEŃ WRZESIEŃPAŻDZIERNIKLISTOPADGRUDZIEŃ

       Jednym z odcieniów życia naszego wiejskiego jest myślistwo. Zamiłowanie do niego jest tak starem jak dzieje ludzkie i stawało się niekiedy powołaniem dla całych epok i dla całych warstw społeczeństwa; ztąd też łączą się z życiem mysliwego tradycye, zwyczaje i obyczaje narodu, zostające w bezpośrednim związku z całym oddechem i życiem miejscowej natury.
       Przechowywanie tych zwyczajów jest zadaniem Roku Myśliwca; wszakże, gdy jej oderw
anie od głosów i widoków natury i od kolejnych zmian w przeciągu roku zrozumieć nie można, połączyłem tradycye mysliwego z Zegarem niebieskim, z Głosami i widokami natury, oznaczając jak w każdym miesiącu gwiazdy stoją, jakie głosy natury uderzają ucho, jakie widoki natury przesuwają się przed oczyma i jakie się w każdym miesiącu polowanie godzi.
       Stary to związek myśliwego z niebem. Myty greckie przedstawiają Dianę boginię łowów, z księżycem na nowiu nad czołem; pół- bogini i bohaterowie byli myśliw
ymi; łucznik z napiętym łukiem, jest panującym znakiem niebieskim w zwierzyńcu na czas łowów walnych, a już za czasów chrześcijaństwa obrali sobie myśliwi św. Huberta za patrona łowów i jest wiele przysłów mysliwskich przywiązanych do świąt dorocznych:

" Włodarz czeka na trop ciepły,
A łowca na skrzepły."

" Między matkami, jak się zajesieni,
Najdzie Bartłomiej najprzód trop jeleni."

" Na Michała
Łowcy chwała!"
       Najważniejszym jednakowoż jest przysłowie o św, Hubercie, bo jest regułą w myślistwie;

'Quousque medio aevi sui stabit,
Sanctus Hubertus dona sua dabit."

coby w przekładzie tak oddać można :

Św. Hubert tak długo będzie dary dawał,
Pokąd będzie pośrodku pory łowów stawał."

       Jakoż, jeśli główne polowanie na ptactwo, mianowicie na podloty, poczyna w czerwcu, koło św. Jana, kończy się już polowanie wszelkie około św. Kaźmirza królewicza, a mianowicie liczy sobie myśliwy 16 tygodni polowania przed św. Hubertem, a 16 po św. Hubercie, bo:

" Na św. Kazimierza
Pokój dla łowcy i zwierza."

   To jest od św. Anny do św. Kaźmirza, kiedy czas królewskich łowów poczyna się w wigilię św. Michała, a kończy wigilią do Trzech Króli. Ztąd też także przysłowie :

"Sieć ostatnią trzej królowie
Rozpinają po dąbrowie."

       Z przekąsem mówi się o myśliwym, że

"Zje wołu,
a zabije ptaszka ..."

pochodzi to ztąd, że nie pilnujemy pory łowów. W krajach gdzie czas i sposób polowania jest opisany prawami i ściśle przestrzegany, zwierzyna stanowi jedna z ważniejszych rubryk dochodu i jest w pewnym czasie ważnym artykułem pożywienia miejscowej ludności, bo tańszą bywa od zwierząt domowych.
        Zapewne przyniesie czas i u nas tego rodzaju ulepszenia i może stanie się źródłem dochodu, co dziś marnotrawnie bez pożytku ginie. Uregulowanie myślistwa jest i warunkiem i
skutkiem uregulowanej i prawnie określonej własności.
      Pisząc Rok myśliwca, chciałem zdać sobie drugim sprawę z widoków i wrażeń natury, pośrodku której żyjemy i które, lubo przelotne, składają jednakowoż tło całego życia.
       Kto śród natury żyj
e, nie czuje tyle potrzeby zdawania sobie sprawy z jej głosów wymownych i jej czarownych widoków; ale kto powołaniem swojem odciętym się widzi od żywego oddechu natury, dla tego staje się potrzebą wdrożenie się w tajemnice powszechnego żywota, aby zdołał pochwycić i ocenić głosy i widoki natury, zrozumieć je w sobie i dopełnić ten brak ciągłego związku z naturą, w chwili gdy się znajdzie śród wiejskiej ciszy, pod sklepieniem drzew cienistych, lub pod namiotem gwiaździstego nieba.

 

ZEGAR NIEBIESKI DOROCZNY

 

Odkąd z niczego Bóg dźwignął zrąb świata,
Płyną jednako i wieki i lata;
Na gwiazdy patrzy w niebo ziemia stara
I liczy doby wiecznego zegara
Po znakach nieba i po gwiazd obrocie,
I wielka sprawa w niebios kołowrocie
Prowadzi wiernie od wieka do wieka,
Narody w dziejach, w pokoleniu człeka
Więc gdy Byk idzie na niebieską pasze,
To w pola ciągną za nim trzody nasze;
Więc kiedy Panna sierp podniesie siny,
To chór żniwiarek pospiesza w caryny;
A kiedy
Strzelec łuk napnie gotowy,
To się i w kniei poczynają łowy;
A kiedy Wodnik panowanie trzyma,
To leją deszcze , albo śnieży zima
Tak pory roku, a i niebios czasy
Dają świadectwo na pola i lasy,
I w związku stoi każda ziemska sprawa
Z świadectwem on
em , co Bóg gwiazdom dawa.
Więc żyj w świadectwie i świadectwo dawaj,
I pod gwiazdami jak w swym domu stawaj,
Znaj gwiaździstego nieba starą kartę
I stróża-gwiazdę i stróża-anioła,
Bo życie nasze o tyle tu warte,
O ile z niebem człek je związać zdoła.

STYCZEŃ

ZEGAR NIEBIESKI NA STYCZEŃ

 

 

 

O nowym lecie na styczniowym niebie
Mrugają gwiazdy mrozem wyiskrzone,
Gdy lodem ścięte wszystko w koło ciebie
Jest jak na święto niebo wystrojone.
Oczy aniołów- tak lud gwiazdy zowie,
Patrzą czuwając i trzymają straże.
I czy się zbłąkasz w stepie czy w dąbrowie,
To znana gwiazda drogę ci pokaże.
Wysoko tedy, na południe nieco,
Stoi Perseusz; obok niego świe
cą
Węże Meduzy, a kędy się słania
Szlak mlecznej drogi, Woźnica przegania;
Prawie na grzbiecie jego Kózka siadła,
I mleczna droga ku wschodowi spadła.
Na południowy zachód dość wysoko
Skrzydlaty Pegaz ponęci twe oko,
I w tejże stronie odszukasz już
tedy
Koło Pegaza, głowę Andromedy.
Na południowym wówczas już zapadzie
Stoi Wieloryb, a od niego w prawo
Nad głową jego, już Baran się kładzie;
Byk na południu przyświeca jaskrawo;
Na południu Kwoczka wówczas wodzi,
Na małym wschodzie nizko Syriusz w
schodzi
I zieje z paszczy Wielkiego Ogara,
Po świetle jego, co jest najjaskrawsze,
Na nocnem niebie odszukasz go zawsze.
W prawo od niego, ale wyżej nieco,
Tam kędy gwiazdy w Wielkim Mieczu świecą,
Znajdzie się Orion, pod nim Zając zwija,
A na połud
niu Gołąb się wybija;
A dalej kroczy pobratymców para:
Kastor i Polluks stoją obok siebie
Na małym wschodzie, Lew na wschodzie całym,
A w
głowie bliźniąt powoli się grzebie
W kole Zwierzyńca, Rak krokiem nieśmiałym.

 

 

GŁOSY, WIDOKI I POLOWANIE

       Całunem śniegu pokryta, odlega ziemia w śnie twardym. Tylko wrone ptactwo kracze na powietrzu, tylko tropem zdradza się zwierz. Noc długa, a o żer niełatwo; dzień zdradza, bo na śniegu wszystko jest widoczne zdaleka, więc co lotne i bezpieczne, zbliża się do mieszkań ludzkich we dnie, a zwierz szoruje długiemi nocami po śniegu, tropi słabszego, lub rozgrzewa się biegiem na mrozie.
      Kościelne kawki trzymają się wież i hałaszą i trwożą się groma
dnie, gdy się na zimową zanosi burzę. Dachy miejskie, strzechy po siołach i stare lipy i grusze osiadają wrony i żywią się po targach, gnoiskach i śmieciskach, tak na wsi jak w mieście; z nad sadu lub płotu skrzeczy pojedynczo wesoła i fertyczna sroczka, tak oswojona z całą sprawą domu, że drobiowi, ani psu domowemu nie chce umknąć z pola i że ledwo z pod nogi człowieka podrywa.
      Za miastem lub wioską zbierają się kruki przy padle, i teraz, choć nietyle co latem, stróżliwe; przy nich znajdzie się czase
m gawronów kilka, które się od wielkiej odbiły gromady i zimując z nami, trzymają się naprzemian kruków albo wron.
       Na te pobojowiska ściągają psy pod wieczór, a nocą lisy niekiedy; na trwogę zaś szczękają czasami przez cała noc całą ku stronie padła
zwrócone psy wsiowe, czując tam wilka.
      Z drapieżnych ptaków sokolego lotu, rzadko i na krótko tylko pojawi się jaki, spadając z góry na kuropatwy, które się w trwożliwem stadku tulą pod zaspami śniegu, lub pod obrosłą zboczę przepadły, albo biją na
gołębniki i na drób na obejściach, nagle i znienacka. Domowe wrony są tu w przymierzu z gościnnem dla nich obejściem, bo ledwo się dokoła gołębnika zawichrzy stado gołębi, ledwo że drób` narobi hałasu w dziedzińcu, a już przybywają wrony na odsiecz, biją na psotnika, wrzawnie zwołują się z całej okolicy, zabiegają mu zewsząd drogę, usiłują się w górę nad niego i dziwnie zuchwałe i obrotne są w tym czasie. Takie polowanie wron na raroga ożywiają zimowy krajobraz, kiedy jasnemi nocami cichaczem pomyka zajączek i drobi, i kołuje, i kluczy, i zrzuca, odsadza się od miejsca i do miejsca wraca, wiecznie strwożony i wiecznie obrotny, ufając tylko w zadnie skoki swoje. To taż jak wrzask i skrzek kruczego ptactwa jest w styczniu jedynym głosem natury, tak z tropem zajęczym spotyka się wszędy oko: koło sadyb tuż za płotami, na zagumienkach, po sadach i ogrodach, na kapuśniskach, w szkółkach drzew owocowych, na cmentarzach i przy oparzeliskach stoku lub krynicy.
       W ślad zajęczych idą sznurem lisie, ale lis przerzy
na klucze w poprzek, albo pod trop idzie, aż dojdzie zająca, więc na śniegu pozostaje wierna karta zajęczej i lisiej strategii. Nie żal wsiąść w sanie i wyruszyć w pole; i styczeń ma swoje wdzięki, a ta świeżość i plątanina tropów, ma tak coś dziwnie uroczego i zajmującego w sobie, przy tej ciszy i tajemniczości zimowych widoków, że kiedy koń i człowiek syty i pokryty, a dobra smycz chartów w saniach, to i miło jest wyruszyć jednokonką w pole i opędzić kraniec lasu. Miło jest także przejechać i knieje, a wprawne oko myśliwego dośledzi tu, w którym kierunku ryś z drzewa ryś z drzewa na drzewo skacząc pootrząsał okiść z konarów na ziemie. Bojąc się spuścić na dół, dla zwalistych śniegów, przysiada w dziuplę i czatuje na sarnę, która się przez śniegi w zwartych lasach równo leżące.
       Na ostatnich płotach wioski pozostają gromady wróbli. Żyjące teraz w stodołach i pod ciepłymi strzechami, w opuszczonych gniazdach jaskółczych; tylko stado trznadli wymyka się w dzień pogodny za wioskę, ulata w lekkich podrywac
h wzdłuż drogi o przypada często całem stadem do ziemi, szukając czegoś w zimowym naboju po drodze, zaświergocze i uchodzi dalej, przodując przed saniami.
       W lesie cicho i uroczo. Równiej tu upadł śnieg i znaczniejszy trop grubszego zwierza, który za
mieć w czystem polu co chwila zawiewa. Słychać tylko kucie dzięcioła lub kowala, czasem zaskrzeczy sójka, lub poderwą się jemiołuchy ze starego drzewa, które jemioła obsiadła, lub z jałowców, które krańcem lasów knieje podszyły.
       Kiedy mgła zimowa ni
zko nad ziemią dyszy, można się o ranku, objeżdżając skrawek kniei, spotkać z liszką, wracająca od wsi z nocnej rozdobędy zamgloną dolinka albo głębszą debrą, i poszczuć ją w ślepie do lasu. Czasem gdy się wilki włóczyć poczynają, wracają i one już o białym dniu , ciekąc powoli sznurem do kniei. Objazd grubego zwierza na śniegu łatwy i styczeń to jeszcze miesiąc co tropami znaczy. Tylko zając, lis i wilk opuszczają knieje i idą za żerem aż do sadyb ludzkich; wszelki zwierz inny trzyma się lasu zwartego i gąszczów w tym czasie.
       Nie wytropisz niedźwiedzia, bo w mateczniku, lub ostępie zwalonych lasów, siedzi w swojej gawrze, od której dwie tylko krótki, wydeptane prowadzą ścieżki, jedna do wody, druga na bok; nie wytropisz borsuka, bo jeszcze snem tward
ym śpi w swojej jamie; ale wytropisz wydrę we dnie, która nory miewa w jazach, w starych groblach i upustach, w korzeniach olszyny, nad brzegiem jeziór, stawów, młynówek i rzek, i weźmiesz ja na żelazo, lub o jasnej nocy na strzelbę.
       Z trudnością wy
tropisz w gęstym lesie rysia, który po dziuplach starodrzewia lega, od drzewa do drzewa skacze i na krótko się tylko spuszczając na ziemię, nie ciągnie tropu, lecz znaczy go miejscowo. Na lisich i borsuczych jamach wytropisz żbika, który w nich się chroni w tym czasie, kiedy dziki po zacisznych słotwinach leżą, a jeleń przy stadzie skupionem stojąc, trzyma się gąszczów wysokiego lasu. Tak samo stoi kozioł przy sarnach, które również jak łanie ociężały i niedaleko od zimowych stanowisk odchodzą, jeśli nikt co nie ruszy z miejsca.
       W zaciszu głuchych lasów chroni się głuszec w tym czasie, toż jarząbek, żywiący się borówkami. Łatwiej się spotkać z cietrzewiem, bo dalej od stanowisk swoich odlata; z resztą z leśnego bractwa przeleci często w poprzek drogi
sójka, a kiedy ostrożne tchórze, kuny, łasice i gronostaje chronią oka ludzkiego po dziuplach drzew, że ledwo tropy o nich świadczą na małej przestrzeni, -- skacze od drzewa do drzewa wesoło wiewiórka w pogodny mroźny dzień, skrzek sójki i taniec wiewiórki ożywia na chwilę leśna zimową ciszę.
       W wigilie Bożego narodzenia, w wigilią do Nowego roku i do Trzech króli, ostatnie wielkie trzy polowania, a na Trzech królach kończą się królewskie łowy.
       U dzików kończy się w tym miesiącu czas rui, na s
amury już się nie poluje, ani na łanię i sarnę. Dzika mięso złe w tym czasie, a warchlaki zbiedniały od zimy; że zaś trudno na łowach wybierać ze stada jelenie i kozły, więc na rogaczy czas łowów skończony i poluje się na nie chyba tylko po zwierzyńcach na upatrzonego. Ustaje także polowanie na łosie, które się gęstej olszyny trzymają, heblując ją, nie znaczą tropu po halach, lecz po jednym przegonie, którym do wody chodzą; trzymają się także gąszczu, bo już klępy ociężały.
       Polowanie na małego zwierz
a z ogarami lub pogonką, ciągnie się jeszcze do św. Agnieszki; bo tu zwykle bywa odwilż, a przy pogodzie i łagodniejszej porze idą w parkot zające, więc wypadałoby na nie polować dłużej; polowanie z hartami ustaje zupełnie, bo pole już nie po temu; ale mały myśliwy poluje na " skórkę", bo wszelkie futro najlepsze w tym czasie. Więc i dniem z jamnikami, i na zasadzkę po widnej nocy, w żelaza i paście, na witerunek, ścierwo i owłokę; bije, łapie, kopie, bierze, podkurza i truje wilki i lisy, żbiki i tchórze, kuny i łasice, wydry i gronostaje, lub stawia sidła na jałowcach w tym jeszcze miesiącu, na kwiczoły, paszkoty i jemiołuchy.

 

LUTY

ZEGAR NIEBIESKI NA LUTY

 

Jeszcze nocami styczniowego mrozu,
Widny na niebie północnem wysoko,
Stał znak gwiaździsty
n i e b i e s k i e g o w o z u,
Co jak rok cały nęci blaskiem oko.
Między zadnimi nogi tej telegi,
Tkwi nieco wyżej, dalej do zapadu,
G w i a z d a
p o l a r n a, oś wiecznego ładu.
W koło tej osi zakreślone biegi
Wszystkich gwiazd Bożych!
Od małego wschodu,
Na zapad niebem
m l e c z n a d r o g a płynie.
W zachodniej stronie gwiaździstego zwodu
Znak
K a s s j o p e i pięcią gwiazdy słynie.
Dalej na wschodzie popędza
w o ź n i c a
Po mlecznej drodze, a kiedy przegania,
Skacze w te pędy
k ó z k a swawolnica.
Na wschodzie, w prawo od m l e c z n i c y nieco,
Przepyszny O r i o n, niżej S y r j u s z stoi.
W lewo b l i ź n i ę t a oczętami świeca;
W ślad ich r a k lizie i
l u t y l e w zbroi.
Więcej z południa, po za grzbietem b y k a,
Oko się z k w o c z k ą na niebie spotyka,
A gdy się nizko po nad wschodem wodzi,
To wita p a n n ę , która już wychodzi.

Strona w dalszym opracowaniu

26 grudzień 99

Poczatek strony-Rok myśliwca

GŁOSY, WIDOKI NATURY I POLOWANIE

       W lutym zmieniają się widoki natury. Jednostajna białość śnieżnego całunu, którym kiedyś ziemia strojną była, niknie; poczyna się p o l e s r o k a t e. Szlaki, potoki i łożyska rzek poczerniały, poczerniały zaspy śniegu i naprzemian czernieją albo bieleją wierzchołki gór i pagórków, lub doliny rzeki i rudki, podług tego czy odwilż, czy mróz. Skiby wyłażą od strony słonecznej i śnieg się na nich podnosi jak fala; słoneczne zbocze i odkryte pagórki stoją po części już nagie, a tam nawet gdzie na znacznych obszarach śnieg jeszcze leży, pokryte są śniegi pożółkłą skorupą cienkiej warstwy lodów, trynami ziół i pyłem ziemi, który już wiatr zabiera z pola srokatego.
       Zimowy krajobraz traci świeżość swoję, ale ciężkie śnieżne chmury zimowe poczynają się przerzedzać i na obłoki p
owoli zamieniać. Widok odległych lasów i gór odsłania się już na całe godziny i dnie, bo i chmury i obłoki poczynają, ciągnąc wyżej nad ziemią, po części już wschodniemi wiatrami pędzone.
           Jakoż już na początku lutego przywiązuje tradycja ziemia
n i myśliwych ważne znaki i wróżby do święta Najświętszej Panny Maryi gromnicznej. Na gromnicę rozchodzą się wilki z gromady. Jeżeli się na dniu ptaszek napije wody z kolei na drodze, to będzie jeszcze długa i twarda zima. Na gromnicę rozwala niedźwiedź budę, jeżeli tęgi mróz tęgi, a poprawia i okrywa ja , jeżeli odwilż i łagodne powietrze. Ale bez względu na porę pogodną czy słotną, budzi się na gromnicę z zimowego snu borsuk i wychodzi na świat poraź pierwszy z jamy; i na gromnice wylatują skowronki polne; lubo przysłowie mówi, że już
"Święta Agnieszka
Wypuszcza skowronki z mieszka"
       Jak wrzask kruczego ptactwa jest najdonośniejszym głosem natury w styczniu, tak śpiew skowronka jest głosem natury na luty, bo nawet w dniach mroźnych, byle słońce zabły
sło a zamieć ustała na chwile, wzbija się ponad skrzepła jeszcze skibą w górę i zawieszony jak w sidle, śpiew wdzięczną pieśń swoją ludziom i młodzącemu się niebu, niewidzialny prawie, lecz nad każda rolą i zagrodą od wszystkiego słyszany.
       Kiedy naj
wcześniejszy śpiewak roku pieśń swoją zaczyna, ściele najrańsza ptaszyna swe gniazdo w nagich gałęziach szyszkowego lasu; k r z y w o n o s, który się już w barwę godową ustroił, wysiada w tym czasie pisklęta na mrozie, a wcześniej jeszcze zimorodek, ptaszyna najstrojniej szych piórek, nie naszego prawie nieba, siedzi już na gnieździe.       Kruki zbierają się w pary, a na oziminy, które z pod śniegu wyszły, spadają już gawrony. Borsuk, najwcześniejszy zwierz, ma w tym miesiącu troje do pięciorga młodych, które ślepo się rodzą, i nie wychodzi z jamy, dopóki się ziemia nie ogrzeje.
 
     Po ogrzanych uwrociach, po słonecznych zboczach i zabrzeżach dolin, gdzie wcześniej budzi się życie i więcej jest żeru, poczynają już pary rozbijać kuropatwy ze stada pod koniec lutego, a w miarę jak się powietrze ogrzewa, poczyna się najprzód wyjątkowo, a następnie stale, zimowy ciąg dzikich gęsi i kaczek, które się z zimowych swoich stanowisk przenoszą i na większe wody niepokryte lodem spadają.
       Pierwszy to ruch wodn
ego ptactwa w powietrzu, ale bardzo znaczny, bo jeszcze głucho w naturze, bo sznurami ciągnie i podaje głos z wysoka, więc każdy je i słyszy i widzi; a jeżeli się pojedynczo podrywa, szukając pary czy stada, to jeszcze więcej hałasi.
       Jarząbek w głęb
i zacisznych lasów poczyna się wabić, kiedy leszczyny kwitnąć zaczynają, a pączki narastać na iwie; również dzierlatka poczyna się wabić po sadach.
       Dla dzików nie minął jeszcze czas rui. Łowami rozstrzelone i w cudze lasy zagnane samury, fukają się
jeszcze do połowy lutego: stado trzyma się gąszczu i wielkich mrowisk po lesie. Ale jelenie wychodzą już z gęstwin na rzadsze lasy, grzeją się po słonecznych zboczach do słońca i pasą się całem stadem po porębach w czasie pogody. Bujne jelenie zrzucają rogi w tym czasie; ztąd potrzeba stado objeżdżać i tropić rogacze.
       Kozioł trzyma się sarny, szuka cieplejszych stanowisk około bagien i oparzelisk leśnych i nasadza nowe rogi. W tych samych stanowiskach trzyma się głuszec i cietrzew, szukając wód źródl
anych.
       Zając leży w kosmatem polu po łąkach i ściele kotlinę ku słońcu.
   Szlachecka kuna chowa się teraz w gniazdach gołębich, kruczych i wiewiórczych po lesie i w kłębek zwinięta czyha na łup, bo pod koniec lutego przylatują grzywacze i duplaki d
o dębowych lasów; ale tchórz, domowa kuna i łasica trzymają się zawsze jeszcze obejścia i tłuc się poczynają po strychach i dachach. Rysie i żbiki wychodzą z nor w czasie pogody, grzeją się do słońca i poczynają marczyć, toż samo wydra. Ciecz wilków ustaje, ale liszka się grzeje, a ztąd kłaczeje; wszelka skórka robi się ladaco i polowanie na "skórkę" ustaje już, skoro myśliwy pierwszego usłyszy skowronka.
       Gdzie o to chodzi by wytępić lisy i wydry, tam poluje się jeszcze na lisy z jamniki w jamach lis
ich, w których po kilka razem w jednej jamie bywa o tym czasie, a na w y d r y na zasadzkę po miesięcznej nocy.
       Puszczając jamniki lub kopiąc lisy, wypada otropić wprzód jamy, czy nie żbiki w nich siedzą; bo żbik popsuje jamniki.
       Gdzie o zwie
rzynę chodzi, bo to czas zapust, tam bije się na upatrzonego tylko rogacze, bez psów i pogonki, zające gdzie się porwą, a na oparzeliskach i po odkrytych halawach dzikie kaczki, które bardzo lekkie w tym czasie bywają. Jarząbek wabiony, że w tym czasie wabi, leci sam na strzał.
       W miarę jak się ocieplać poczyna, odżywają się w okolicach zapadłych czajki z nad błot, już pod koniec lutego, a w cichy pogodny wieczór wylatują nietoperze z zimowych swoich kryjówek, zgłodniałe szukając żeru.
       Wszelkie
zresztą polowanie, tak królewskie jak szlacheckie, tak wielkie, jak małe skończone, a i człek, i koń, i pies myśliwy na spoczynek. Tu więc czas najlepszy obmyślać przyszłość dla myśliwstwa.
        Zimowe prządki posporzyły przędzy, więc jest czem z noweg
o potargane ponaprawiać sieci i jest z czego porobić nowe rozjazdy, poły i kuropatwie siatki, których trzeba będzie. Zszargane i potyrane sieci i parkany, piorą się po łotokach na bieżącej wodzie, suszą się naprawione i rozpięte na błoniu, a wyłatane i policzone na sztuki, składają się na wieszadłach w suchem miejscu, aby były od zbutwienia i myszy bezpieczne. Na wielkim kolcu sieci, karbuje stary myśliwy corocznie wielkie polowania i królewska zwierzynę, co legła. Czas też około psiarni porobić porządki; żeby psy nie wynosiły cichaczem do lasu i nie zwykły, od kilku miesięcy do łowów przywykłe. Kości trzeba od psiarni uprzątnąć, barłogi odmienić, lody wyrąbać albo spuścić wody, dziedzińce świeżo słomą wysłać, aby psy do słońca grzać się mogły w czasie pogody.
       Psiarczyki biją w tym czasie konie i wędzą kobylinę na marcowym wietrze, na rok cały na nawarę dla kundysów i gończych.
       Cóś wycięły dziki, cóś schodzi z pola; jakoż niejedną nową cnotę lub wadę odkryto w tym lub owym psie, w tem lub owem g
nieździe; więc co najlepsze wypada wybrać i gniazda psów odnowić, wybrakować co gorsze i precz z psiarni. Najlepszy to czas do tego, póki pamięć każdego polowania świeża; a nadto trzeba się teraz tem zająć, aby szczenięta nie przychodziły albo zawcześnie na świat i nie marniały od zimna. Albo już pod gorącą porę, gdyż takie mdłe być zwykły na zawsze.

 Rok Myśliwca-początek stronydo domu

MARZEC

ZEGAR NIEBIESKI NA MARZEC

Przepysznym strojem świeci noc marcowa!
I z tych gwiazd wszystkich, co tam w ciągu roku
Dla naszej ziemi widoczne są oku,
Żadna się z większych przed okiem nie chowa...
I m l e c z n a d r o g a, z gwiazd udziana wstęga,
Blask swój rozlewa i piłowy sięga
Nieba na zachodzie, a gwiaździsty wieniec
Dwunastu znaków, n i e b i e s k i z w i e r z e n i e c,
Znacznie się niżej spuścił do poziomu

I znacznie dalej przesunął na prawo.
W tak uwieńczonej połowie ogromu,
Rak na południu przyświeca jaskrawo.
A tam na północy roztacza swe kłęby
S m o k, czując wiosnę i wyiskrza zęby.
Ponad nim nizko w a g a w l i r z e stoi,
Co się do pieśni wkrótce już
wystroi;
A na pociechę, jak zwiastunka wiosny
Północnych krain, p a n n a wyszła rano.
I twarz nadziei odsłania rumiana,
I śle od wschodu ziemi wzrok miłosny.
Jeszcze daleka - śle bociana gońcem,
Znanego ziemi dobrej wieści posła;
I wszystko żyje słońcem, tylko słońcem,
Odkąd wieść dobra w ziemi się rozniosła.

GŁOSY, WIDOKI NATURY I POLOWANIE.

Marzec u myśliwych" miesiącem " szarego pola" zwany, bywa często jeszcze i bardzo mroźny i śnieżny; ale słońce wzbija się coraz wyżej, dzień coraz dłuższy, panowanie wschodnich wiatrów nastaje, a wiosenne porównanie dnia z nocą sprowadza gwałtowne burze i zmienia nagle całą postać widoków natury na ziemi i niebie.
       Już to inny ciąg obłokó
w, inne zawieszenie chmur, inny kolor nieba i we dnie i w nocy, w czasie porannej i wieczornej zorzy.
       Jeszcze luty nie zniósł lodów jeszcze, to:
" Na świętego Grzegorza idzie zima do morza."
        Miesiąc to najszerszego rozlewu i panowania wód. Słotne burze i ciepłe wiatry topią nagle śniegi, woda dostaje się najprzód na lody i nim je połamie, nie wsiąka w zamarzłą jeszcze ziemie i zrządza wylewy. Po puszczach i lasach podnoszą się brody, błonia i poniższe łąki, chały i rojsty, odkryte błota i rud
ki zmieniają się w jeziora. Po większych rzekach ładuje woda; zwierciadło jeziór i stawów podnosi się w górę, a tam nawet gdzie przez rok cały nie wystąpi powódź, grają fale w promieniach wiosennego słońca. Najszersze to panowanie wód, ztąd też i najgłośniejsze panowanie wodnego ptactwa, które teraz z cieplic powraca i wrzawnie stadami na czyste pada zwierciadła.
        Dzikie gęsi i kaczki dają temu ruchowi początek, a wracające do gniazd bociany zapowiadają powrót błotnego ptactwa. Ptaki obojej gromady,
więcej południowej dzielnicy od naszej, morskie i lądowe, przez rok cały u nas niewidziane zresztą, spadają w tym czasie tłumnie i wrzawnie na te same wody, i wciągu całego roku nie żyje błotne i wodne ptactwo tak głośnem i podniesionem życiem, jak teraz, kiedy rade z cieplic wraca, długą podróżą ośmielone, lekkie i żywe, czujne i obrotne, w barwy godowe strojne.
       Ztąd też jest głosem natury na marzec wrzawa ptactwa wodnego i klekot bocianów, a widokiem natury szeroki rozlew wód. I wodne i błotne ptac
two szuka sobie pary, a w miarę jak powoli opada, cichnie wrzawa i wabia ptactwa, a stada na pary rozbite, szukają takrocznej pieleszy, na wierzchowinach, po oczeretach, spławach i osokach, w pobliżu jeziór, stawów, bagnisk i rzek.
       Około św. Józefa
Oblubieńca wracają bociany, a po św. Józefie poczyna już i ziemianin wierzyć w wiosnę, bo wiatrem osycha rola.
       Owady i płazy budzą się z zimowego snu, robactwo ziemne i wodne daje znaki życia i wychodzi. W dzień ciepły wylatują już i pierwsze motyle
, w noce ciepłe nietoperze, sowy, puchacze i ćmy.
        Kuropatwy niosą jaja, grzywacze, skowronki, głuszce, jarząbki i cietrzewie parzą się; drapieżne ptactwo, które w ślad płochego także już wróciło, zwołuje się krańcem lasów około gniazd takrocznych.
Pod koniec miesiąca powraca już i słomka; wcześniej jeszcze zapada bekas na błota, a pisk kulików odzywa się we dnie i w nocy od wybrzeży wód. Tu poczyna się już ciąg żurawi, które nizko jeszcze ponad ziemią ciągną, a dzikie łabędzie i pelikany spadają stadami na wielkie stawy i stepowe jeziora.
        Polowania w kniei niema już w tym czasie, bo "marzec nie tropi" i na "szarem polu" w końcu ni śniegu ni rosy.
       Odyniec i wycinek odstrzelił się już od stada i ryje się w gęstwiny, a samury szukają w po
dszytych ostępach bezpiecznego dla siebie barłogu. Takroczne warchlaki zbiedniały do reszty od zimna i słoty; więc na dziki polowania niema.
       Jeleń stoi przy stadzie w gęstwinach, tajaniem śniegów i lodów i wylewem wód skupiony; więc polować na niego
nie można. Jelonki zrzucają rogi w tym czasie. Sarny trzymają się w przylaskach, a sarniuk czemcha obrosłe swe rogi o drzewa ociera łyko. W blizkości tych stanowisk, po korze drzew znacznych, wypada szukać uronionych rogów jelenich, z jelonków młodych i starych jeleni, chociaż trudniej je znaleść na szarym polu, niż po śniegu.
        Gdzie ze szkodą innej zwierzyny rozmnożyły się lisy, tam poluje się jeszcze na nie na jamach z jamniki i stawia się żelaza.
       Borsuk wychodzi nocą na żer, wyjąwszy burzl
iwe noce, ale borsucze jamy potrzeba ochraniać, bo borsuk żywi młode w tym czasie. Stare szaraki maja już młode, m a r c z a k a m i zwane, 2-4; szlachecka kuna 3-4; żbik 4-6 kociąt, które się ślepo rodzą.
       Właściwe polowanie jest w tym czasie już z łodzi na wodne ptactwo, gdzie po temu pole. Kaczki bija się także na wabia, lecące na strzał.
       Do świtu wyprawia się myśliwy na głuszce i jarząbki do lasów zacisznych, gdzie się wabią i wabione burczą. Cietrzew przebywa najczęściej w tym czasie w les
zczynach. Biją się także grzywacze i dzikie gołębie.
       Wieczorem ciepłym rozstawiają się po polanach leśnych i przehalinach myśliwi, jeżeli się już ciąg słomek poczyna, a chrzypienie lecącej słomki, to już prawdziwy głos wiosny.
       Kolor też lasów
liściastych poczyna się już z oddalenia mienić i przechodzić z czarnego w brunatny; leszczyny, osiki i wierzby kwitną; na iwie narastają lub pękają kotki; śnieżne i ranne cebulki, klują się z pod pleśni; brzęk muszek słychać już ciepłem wieczorem w powietrzu, a pierwsze pszczoły błąkają się już koło iwiny, gdy słońce przygrzeje.
       Jeżeli koniec marca jest mglisty, to wróży sobie myśliwy, że będzie rok dobry na wodne i błotne ptactwo. Ile mgieł po 25tym, tyle powodzi letnich na rzekach liczy z trwogą n
a przyszłość ziemianin.
       Kiedy myśliwy zobaczy pierwszego bociana, już pęk zimowych skórek ma być wyprawiony i w ciemnym lecz suchym zawieszony miejscu.
       Kto ma bystre oko i słuch dobry, dla tego przynosi każda chwila dnia i nocy ostatnich dni
marca nowe życie. Już to wszelkie ptactwo wracające z cieplic ciągnie właściwie nocą; ale drobne tylko nocą, kiedy większe ptactwo s z n u r o w e i k l u c z n e i na dzień wędrówkę swoję przeciąga. Wylewy wód i rzek większych są tu głównie, jak się zdaje, wskazówką, bo na nie to kieruje się ptactwo w swej podniebnej podróży. W powszechności spuszcza się nawet kluczne i sznurowe stróżliwie na wody lub błonia, wracając do ziemi; ale drobna ptaszka przybywa nocą niepostrzeżona, a kiedy się ja o świcie posłyszy lub zobaczy, to już znalazła stanowisko swoje- t r z c i n n a wraca do trzciny, b ł o t n a do błota, n a d b r z e ż n a do brzegu, g a j o w a do krzewu, s a d o w a do sadu i szpaleru, m u r o w a do muru, p ł o t a do płotu, a s t r z e s z n a do strzechy, i krząta się do razu po swojemu, i ledwo że spadła, już znalazła swoje żerowisko, odwiedza takroczne gniazdo, radzi nad niem, poprawia je, albo szuka miejsca i statku na nowe.
       Każdym dniem tedy przybywa więcej głosów w naturze i z nagich
jeszcze gałązek odzywa się już chór śpiewaków wcześniejszych, nad któremi głos ziemby i szczygła panuje. Drobna ptaszka ciągnie nocą bo płocha, strzeże się drapieżców, które na nią w te pędy biją, żeru szukając.
       Wszelkie, te i owe, są strojne w godo
wa szatę; jakoż przebywszy morza i zatoki morskie gromadnie, rozbijają się nad stałym lądzie na pary, albo ciągną pojedynczo i szukają sobie pary w lądowej podróży, lub przybywszy do gniazd rodzinnych na ziemi.
       Ztąd są głosy ptactwa wiosną, już pod
koniec marca, najsilniejsze, a wszytek głos jest głosem nowego życia i nadziei. Nie słychać ani głosu troski jeszcze, ani smutku, ani trwogi, które się później dopiero odżywają, gdy w gnieździe odnowionem kłują się pisklęta.

 

 

 

 

KWIECIEŃ

ZEGAR NIEBIESKI NA KWIECIEŃ

Z onych gwiazd świetnych, co w zimowe noce
Iskrzyły mrozem na północnem niebie,
Wielka ich liczba w kwietniu nie migoce,
Ale się z marcem za poziomem grzebie.
Wiec pozostaje z całej mlecznej drogi,
Na południowym zachodzie jedynie,
Nizko nad ziemią, tylko zrąb ubogi,
Który z dniem każdym coraz bard
ziej ginie;
I świetny o r j o n na zapad się chyli,
I z tych gwiazd wszystkich, co razem z orjonem
Najżywiej biły światłem wyiskrzonem,
Żadna już nocą nieba nie umili...
W o ź n i c a tylko jeszcze szlakiem goni,
Zanim się oku z b l i ź n i ę t a m i schroni;
Ale wysoko w górze stoi zato
Lew razem z r a k i e m , wróżąc już na lato.

Od wschodu p a n n a podbiega już bliżej,
A więc się wiosna już po ziemi szerzy;
Pod nią się szalki wagi już migocą,
(Znak porównania czasów i dnia z nocą),
A w ó z n i e b i e s k i co nigdy nie znika,
Lecz przez rok cały k`sobie nęci oczy,
Wierzchołka niebios potenczas dotyka
I już się zgoła wyżej nie wytoczy....

GŁOSY, WIDOKI NATURY I POLOWANIE

 

Ostatnie dnie marca, a pierwsze kwietnia mało różnią się od siebie, w tem tylko cała różnica, że w czem nie dopisał koniec marca, tem nagradza początek kwietnia.
Kwiecień, jużciż zapewne nie darmo tak nazwany, zowie się u ziemian miesiącem "zielonej trawki," a u myśliwych pod koniec miesiącem "ciepłej rosy." Do tej zielonej trawki wzdycha człowiek, ryczy bydlę i kwili wszelka ptaszka, trwożliwa o swe gniazdo i czekająca zagajenia wiosennego maju. Ale cóż?

"Póki z wieczora nie zajdą kosy,

Nie będzie ciepłej dla ziemi rosy,"
A póki ciepłej rosy nie będzie, nie będzie i zielonej trawki. Najwcześniej pękają wierzby i agresty. Na św. Wincenty dnia 5go kwietnia ma już wszelka ptaszka, która do ziemi wróciła,

parę swoję; ztąd też przysłowie myśliwych, że:

Święty Wincenty, wesoły z ptaszęty."

Zieloną trawkę wyprzedzają leśne drzewa: klon, jesion, olcha, modrzew i wilcze łyko poczyna kwitnąć, a po ciepłych ściankach i uwrociach okrywa sie dereń i głóg wcześniejszy kwiatem.
Szare marcowe pole poczyna sie nawodzić barwami, a jak zwolna brunatna rózga lasów mieni , czem więcej narastają paczki przyszłego listowia i kwiatu, w tem więcej odcieni i kolorów poczyna sie zmieniać szary krajobraz na lesie, po łanach i łąkach. Nie bywa to tak samo coroku:czasem ożywią się ś
wieżą zielonością pierwej łąki, czasem pierwej oziminy, a podług tego co się wprzód, ożywi, wróży ziemianin rok dobry na paszę lub snop a myśliwy rok dobry na wodne i błotne ptactwo, lub na zbożową i stepową ptaszkę, na przepiórki, kuropatwy i dropie. Bez względu wszakże czy się wprzód łąki, czy oziminy zazie1enią pilnuje las swojej pory.
Ptactwo około mieszkań ludzkich wyzimowane powraca teraz do lasu, gdzie i drapieżne takrocznych gniazd szuka, a około mieszkań ludzkich gromadzą się w sadach, szpalerach i
przylaskach; wdzięczni śpiewacy wiosny.
Jeżeli w zimowych miesiącach roku można było policzyć wszystkie glosy natury, to teraz spływają, wszystkie głosy napowietrzne i nadziemne w jeden chór wielki, wielki i pochwalny, sławiący wiosnę na ziemni, a Boga na
niebie; - od skrzeczenia żabek począwszy, które się zrazu tylko pojedynczemi odzywają głosami, aż do kruczenia lecących żurawi, które szeroko i z wysoka zapowiadają światu powrót wiosny i swój powrót do ziemi, - spływają wszystkie głosy natury w jeden chór wielki, pochwalny!
Często jeszcze ściśnie nocą przymrozek wierzchem ziemię, która do gruntu puszczać poczyna; często jeszcze rzuci szarga mokrym śniegiem, lub suchemi krupami; często jeszcze nawidzają zamietne burze ziemię na wiosennem porównaniu dnia z
nocą z gwałtownością tej porze właściwą; często przeciągają tak zwane ,,planety" po kwietniowemn niebie i nie darmo pono mówi przysłowie ,,Że kwiecień plecień!" Wszakże, byle na chwilę zabłysło słońce, wyczyszcza się błękit nieba i odzywa się znowu cały chór śpiewaków od sadów, krzewin i lasów, ledwo co minioną burzą ociekłych, a zielona trawka pcha się gwałtem do świata. Tu przypomina mi się co wiosnę wiersz Drużbackiej:

,,Wolno ci, wiosno, dla twojej zabawki
Dziś urodzone straszyć śniegiem trawki.."

Często wszakże się zdarza, że prawdziwą wiosnę mamy w kwietniu i że nawet tak bardzo się ociepla, iż pierwszy grzmot i błyskawica na goły las spada. Źle wróżą sobie ztąd ziemianie: jeżeli ,,nad górami" po raz pierwszy zagrzmiało, t j. od południa, od Karpat, wróżą rok suchy; jeżeli ,,nad morzami" to jest od północy, wróży rok mokry; a jeżeli ,,nad lasami," to wróży sobie myśliwy rok dobry na knieje, kiedy rok suchy na kurkę stepową ptaszkę dobry bywa, a mokry na wodną i błotną.
O suchem lecie wróżą także wydry,
jeżeli po wywiedzeniu młodych, gromadami wielkiemi rzekami w dół za wodą płyną, a o mokrym, bobry, jeżeli się z domów swoich wynoszą, i dzikie kaczki, gdy po drzewach gniazda kładą.
Początek kwietnia tak jest różnym od końca, iż zaledwo uwierzyć można, że
to ten sam miesiąc. Z początkiem wszystko szare, z końcem już zielony i umajony świat. Około połowy kwietnia, kiedy. słonka już ciągnąć przestaje, świegoce słodko o ranku pod strzechą jaskółka i muska oblicze wód oczyszczonych. Co to za wojna z wróblami, które ich gniazdo w posiadanie wzięły. Słabsze lepią nowe gniazda, silniejsze odbijają od gniazd swoich szarego Tatara, a niekiedy, gdy tego nie mogą, zamurują w gnieździe najeźdźcę żywcem za karę.
Jak skowronek ptak najrańszy, jak bocian, stróż domowej str
zechy, jest zwiastunem dobrych nadziei i wiosny, tak powrót jaskółki jest zapowiedzią ciepłej pory i ciepłej rosy. Co to za radość dworu czy chaty, gdy po raz pierwszy zaświergocą ponad głową domowników!
W ślad wracających jaskółek, przybywają także turkaw
ki i synogarlice, młode wiewiórczęta wychylają drobne główki trwożliwe z wiszącego gniazda, a już znacznie wprzód wraca całemi gromadami świat owadów do życia. Z każdym dniem cieplejszym najpóźniejsze ptaszki wracają, najprzód kukułki, a następnie gajówki, które podobno więcej niż całą drugą połowę gnieżdżącego się u nas ptactwa stanowią.
Teraz, gdy pod koniec kwietnia słowik się najprzód nieśmiało odzywać poczyna. W cieniu agrestów i łóz , mieni się cała szata lasów, a sady i futory okrywają się kwiatem.
T
o dopiero kwiecień prawdziwy!
Gdy nastała wrzawa wodnego ptactwa wracającego z cieplic, które myśliwy bije bez względu na to że lekkie , bo nie uważa go za swoje, ale za wędrowne; gdy ciąg słomek skończony, tyle ponętny calem obudzeniem się natury dla czło
wieka: wówczas można już strzelbę zawiesić na kołku i na czas niejaki powiedzieć sobie: ,,basta!" bo wszelka ptaszka kwili na gniazdeczko, szuka pary, ściele gniazdo, niesie jaja, lub siedzi już na jajach, a kuropatwa wywiodła już kurczęta.
W kniei tak sa
mo: odyniec i wycinek ryje za słodyczką po gąszczach i nikt go nie szuka, warchlaki chodzą osobnem stadem, a samury 1eżą już po ostępach w barłogu.
Jelenia swędzą rogi, więc odbija się; od stada i czemcha je na rzadkim lesie;sarny wychodzą na zręby, a sarn
iuk ociera jeszcze i w tym miesiącu łyko, dziwnie zły i trwożliwy. Rogacze, łanie i sarny mają w tym czasie ladaco mięso, a skórę podziurawioną bo się; poczwarki z jaj pod skórą wylęgłych owadów przez skórę wygryzać poczynają, co wiele cierpienia tej zwierzynie sprawia; jelonki takroczne zrzucają jeszcze rogi. Szaraki stare mają młode, takroczne idą w parkot. Młode lisy wywiodły się już po jamach 3-9. Kuny mają już także młode 3-4; toż tchórze 3-6, wydry 2-4, żbiki 4-6 kociąt. Ciepłemi nocami wywodzi już borsuk młode przed jamę. W liściastem gnieździe 1eżą już także młode wiewiórczęta.
Słowem, że na nic polowania niema; jest to miesiąc ni z pierz a, ni mięsa, ni ze skórki, bo się w tym czasie gniazdo wszelkiej ptaszki i zwierzyny odnawia. Ztąd razem z ciągie
m słomek, ustaje także polowanie na błotne wędrowne ptaki, na grzywacze głuszce, jarząbki i cietrzewie, a kto przysmaczki lubi, podbiera jaja czajek, które w okolicach jeziornych i błotnych krzykiem swoim zagłuszają głos wszelkiego innego ptactwa.
W tym cz
asie najwłaściwiej zająć się odnowieniem gniazd psów legawych i układaniem młodych psów, dla których w tym roku pierwsze idzie pole. Szczenne suki mają być po psiarniach oddzielone i dobrze żywione; strzelby do naprawy dane; rozjazdy i letnie siatki sporządzone lub odnowione; myśliwskie czółna naprawione lub ciosane znowa, a parkany czy płoty psiarni opatrzone nanowo, żeby się psy nie wykradały nie wykopywały, nie wynosiły i nie psuły zwierzyny która gniazdo odnawia.

 

MAJ

ZEGAR NIEBIESKI NA MAJ

 

Czem dalej słońce na wschód się osuwa,
Czem wyżej łukiem wypędza ku górze,
Tem mniej nad ziemią gwiazd już nocą czuwa
I tem samotniej na niebios lazurze.
Największe gwiazdy świecą w maju tylko,
A i te jeszcze znikną później chwilką,
Bo na dzień z nocy żywot się przekłada
I siła światła dniem na ziemi włada,
A w blasku zorz
y, co nie gaśnie nocą,
Majowe gwiazdy zaledwo migocą...
I mlecznej drogi brylantowe brzaski;
O r j o n na zachód północny zapada,
I b y k się hardo odbija od stada,
Lecz na południu a s t r a się podniosły,
Znaki z w i e r z y ń c a , jak ogrzane posły
Lata co idzie, i śpieszą b l i ź n i ę t a,
Wziąwszy się wdzięcznie za drobne rączęta.
Lew się wy1enił, stoi panna gładka,
A tuż pod wagą zeszedł znak niedźwiadka
W onczas na ziemi sercu jak najmilej,
Bo każda ptaszka nad gniazdeczkiem kwili,
I k
ażda muszka już do zorzy brzęczy,
I każdy kwiatek do nieba się wdzięczy.
I każda rybka wykąpana w zdroju:
I jest przymierza chwila - i pokoju!

GŁOSY, WIDOKI NATURY I POLOWANIE.

           Już łąki umajone, zagajony las! Wszystko w pełnym wzroście i pędzie, a po części już okwitłe lub w kwiecie; wszystko oddycha pełnym życiem: w ziemi i w wodach, nad ziemią i na wodach, nad wodami i na błotach, na łąkach i polach, na błoniu, lesie i w powietrzu. Wszystko żyje rozkoszą słońca i wiosennego powietrza oddechem, które potęgą płodnych grzmotów i błyskawic oczyszczone ciepłemi okropione deszczami, odzyskało swą wonną sprężystość i ożywczą moc.
           Wiosna, wiosna! maj, maj! powtarza sobie każ
dy, a dwa przysłowia ludu i stara pieśń słowiańska, aż dotąd w uściech ludu żyjącą, do bogini Maji. oddaje najwłaściwiej te pociechy i pragnienia prostego serca na wiosnę:

,,Na Świętego Wojciecha
W polu pociecha!"

,,Święty Stanisław
Kłósko wystaw !"

           Tak wzywa lud patronów tej ziemi, a rozmarzony urokiem wiosny, powtarza stara, pieśń:

,,Maju gaju !
Gaju maju !
Maju raju !
Daju ! daju !"

           Jakoż kwitną już prawie wszystkie krzewy i drzewa i okrywają się liściem; z drzew 1eśnych kwitnie: dąb, buk i grab. brzoza, klon wielki i mały drobnolistny, głóg biały i owocowy, bez, z szyszkowych: sosna, jodła, świerk, cis i jałowiec, a brzost, osika i wierzba roni już dojrzałe owoce i puchy, które na namuły spadając, dorazu się kulczą, z drzew owocowych i sadowych kwitną wszystkie, które jeszcze w końcu kwietnia nie okwitły.
           Mlekiem kwiatu oblane sady i futory, odbijające żywo i zdaleka już od świeżej zie1oności krzewów i drzew, to widok natury na maj; ale głosu natury trudno tu już ozn
aczyć, bo jak się zie1oność cieniuje, stopniuje, i spotęża od wątłej papuziej barwy począwszy, aż do ciemno-zie1onej i zieIono-czerwono-brunatnej, tak od brzęku cichego muszki i grania komara. do brzęku skrzydeł chrząszcza, aż do wachlowania skrzydeł wodnego ptactwa i podniosłego głosu żurawia w obłokach, - stopniują i spotęgują się tu głosy owadów i śpiewy ptaków, strojąc się w jeden chór wielki, któryby chyba "głosem wiosny" nazwać można.
           Trudno skąpanemu w tem morzu tylu odcieni i fal tęczy,
głosów i woni, pojąć się i zrozumieć do razu. Na trzy zmysły uderza tu natura potężnie, całym urokiem swego czarodziejstwa; ztąd też odurza to wrażenie pierwszych dni rozwiniętej wiosny duszę, i powoli. tylko można sobie z niego zdać sprawę, odzyskać rozkosz pojedynczych wrażeń piękności natury.
           Chór wiosennych śpiewaków nabiera pełności, miękkości i całkowitej harmonii dopiero z przybyciem ostatnich gajówek, z któremi się co do czasu trzyma i przepiórka, później jeszcze od jaskółki wracająca z c
ieplic.

Wszakże gdy już jaskółka ogrzane wody muśnie, gdy się od łąki chrapliwy chruście1 odezwie, gdy przepiórka w zielonem zbożu, kt6re już w kolanko strzela, zawabi, a słowik w wonnych krzewach zaśpiewa: to dopiero wiosna prawdziwa!
           Na przehalinach jezior i halawach staw6w, gwarzy jut od świtu wodne ptactwo; zdaleka od brzeg6w i grobel roi i czerni się gwarliwa rzesza stadami; jak 'błyskawica łyska koza i nurek do słońca; w stadzie halaszą kaczory; z oczeretów, podrywają się ponad gniazdami cy
ranki, gdy się wodny orzeł lub sokół nad wodami zważy. Zdala od tej wrzawy siadają samotnie na nieprzystępnej wierzchowinie stróżliwe czaple, a bąk wodny huka po trzcinach, niewidziany, ale głośniejszy od wszelkiej wodnej ptaszki, i chyba tylko radosne kruczenie żurawi, gdy na nieprzystępnych leśnych błotach pod wieczór rozpoczną swój taniec, rozlega się tak szeroko po zapadłej okolicy, jak hukanie wodnego bąka wieczorem i nocą, szczególniej z wielkiej bardzo odległości słyszane.
           Wdzięczni śpiewa
cy skupiają się około sadyb w tym czasie, po sadach i krzewach, po przylaskach i łozach; ale pełnym chórem grzmi dopiero las, i jest tu kilka podnioślejszych, odrębnych głosów, które górują nad całą harmonią wiosennego śpiewu. Kraniec lasu opędza dudek, stawiając co chwila czub strojny i huda z wysoka; kukułka zaleca się do gniazd drobnej ptaszki i kuka; czasem zaskrzeczy żołna; czasem zakuje w przestankach dzięcioł lub kowalik, a wilga pogwizduje tak głośno, że wszelkie inne ptactwo w jej blizkości cichnie. Dodajmy do tego chóru jeszcze głos jeden, głos słowika od gęstwin i skowronka, teraz już powszedni, z nad skiby rolnika, - a będziemy mieli całą harmonię głosu natury na wiosnę.
           Ledwo w samo południe jest taka chwila, że wszelka ptaszka znużon
a cichnie i usypia na chwilę; ale wieczorem nie ustają głosy natury, bo gdy śpiew ptaków w wieczór cichnie, poczyna się nieszporne grzechotanie żabek, nocne hukanie bąka, brzęczenie chrząszczy w ogrzanym powietrzu i pieśń nocna słowika, a w lesie huczą sowy i jęczą puhacze, czasem nawet zakuka zbudzona kukułka, choć jeszcze daleko do świtu.
           Ktoby w tym czasie polował? Nawet najzapaleńszy myśliwy bierze tylko ze zwyczaju strzelbę na plecy, idąc na pola lub w lasy, i raduje się raczej tylko obyczaj
em wszelkiej ptaszki i wszelkiego zwierzątka, a ma nawet jakiś przyrodzony wstręt do strzału. Więc do czego ta strzelba? pytałem nieraz. Człek bez strzelby głupi, była odpowiedź; a zresztą zdarzały się już wypadki, że ktoś na fijołki wyszedł z pannami i wypłoszył wilka z fijołków, że ktoś inny wyszedł na krzyki i nakrył niedźwiedzia rozjazdem Cóż na to powiedzieć? Czy kłamią, może? A Boże broń! nie kłamią, bo jakby mogli ci skłamać co nigdy nie powiedzą prawdy!?
           Wszakże gdyby ktoś był ciekawym, c
o się w tym czasie z remanentem myśliwego czyni, to powiemy mu: te odyńce, takroczne warchlaki i jałowe lochy, trzymają się stadem, a stare samury maja już moręgowate prosięta i ryją po sołotwinach za słodyczką. Jelenia swędzą jeszcze rogi, więc czemcha łyko i odbija się od stada. Daniele i sarny wychodzą na paszniste, rzadsze lasy. Cielne łanie i sarny szukają samotnych polan i źródeł. Zające lęgną się w zbożach. Liszka wywodzi młode z jamy poczyna je zaprawiać do łupu, a borsuk leży z młodemi przed jamą i wygrzewa je do słońca. Młode wiewiórki wychylają się już z gniazda nieśmiało i nikną w niem za lada szelestem. Na upartego można strzelić do rogacza lub kozy dla kuchni i brać przepiórki na siatki.
Drapieżne ptactwo siedzi na jajach, albo wywodzi już młod
e. Toż samo siedzą leśne kury na gnieździe.

,,I jest przymierza chwila - I pokoju !"

 

 

 

CZERWIEC

ZEGAR NIEBIESKI NA CZERWIEC

Czerwiec - toć idą noce świętojańskie,
Najkrótsze w roku, więc kto tam gwiazd pyta,
Gdy zorze takie świetlane i pańskie,
Że jedna żegna, a druga już wita
Jasny robaczek co się porwie z darni
Lub z wonnych krzewów wypełznie po mroku,
To wdzię czna nocy czerwcowej latarnia,
A i większego od gwiazdy uroku.
Jednak, jeże1i znajdziesz taką chwilę,
Gdy paproć kwitnie gdzieś na nocy krótkiej,
Miedzy zorzami a ogniem sobótki,
Że nawet gwiazdy ponęcą cię mile,
To oko twoje na Niedźwiadku stanie,
Który się teraz na południu jadzi;
I Łabędź spłynie po ciepłym limanie,
A Koń skrzydlaty już od wschodu sadzi.
Łabędź i Pegaz, to gwiazdy natchnienia,
I noc co daje pół światła, pół cienia,
Niech będ
zie święta w służbie Apolina,
Niech Łabędź płynie i Pegaz się wspina.
Gdy się Regulus Lwu przełamać nie da,
A na Łabędzia patrzy Andromeda,
Gdy przy niej staje wdzięczna Kassjopeja,
Wówczas już świeci dla ciebie nadzieja,
Miły myśliwcze, - bo Strzelec na niebie
Z napiętym łukiem zjawia się dla ciebie...

 

 

GŁOSY, WIDOKI NATURY I POLOWANIE

 

Czerwiec bywa u myśliwych miesiącem ,,ciepłych tropów" zwany, więc dla łowcy nie zdatny; bo przysłowie mówi, że:
"Włodarz czeka na trop ciepły,
A łowca na skrzepły,"

           Koniec maja i początek czerwca mało różnią się od siebie, zwłaszcza gdy spóźniona wiosna, tylko że wszystkiemu idzie więcej w górę i na gniazdo. Łąki okryte i częścią, jeszcze kwitnące, poczynają przerastać; zboża strzeliły i poczynają falą płynąć za wiatrem, ozime idą w kłos, a jare w kolanko; drzewa już wszystkie w pełnej sile i zie1oności, poczynają nabierać właściwych sobie odcieni kolorytu; w polach giną z każdym dniem więcej średnie oddalenia; w lasach mrok zielony, i tylko gdy się słońce wyniesie, błyszczą. Po takrocznym zżółkłem i miedzianem podsłaniu 1iścia, jasne, krągłe oczka, jakby kto złote szelążki rozsypał po ziemi.
           Wszelki pta
k. wszelkie zwierzątko i zwierzę kt6re się u nas gnieździ, wylega się teraz, trzyma się blizko swego gniazda w miejscu i broni małego obejścia, gdziekolwiekby siadło i było, a nawet drapieżne nie unosi się daleko. Wszelkie żyjątko jest niejako związane i osadzone w miejscu i strzeże gniazda i łoża pieleszy jamy nory, gdy się młodym miotem i życiem odnawia.
           Umajenie i zagajenie wiosny, poszycie i okrycie traw, kwiat6w, krzewów i drzew, sprzyja dziwnie temu tyciu skupionemu około gniazd i odnawiani
u rodzaju.
           Chór wiosennych śpiewaków grzmi jeszcze w całej sile, ale w miarę tego jak się po gniazdach z jaj klują pisklęta, ubywa wdzięcznych głosów, a miasto nich poczynają się odzywać dwusylabowe głosy troski czułych o wyżywienie gniazda rodz
iców, lub trwogi, gdy się do gniazda człowiek albo zwierzę jakie przybliża.
           Tu potrzeba podziwiać siłę przyrodzonego prawa, w którego obronie z narażeniem życia najdrobniejsza ptaszyna uderza tak śmiele, odpierając napaść najsilniejszego nawet n
ajeźdźcy i bardzo często ze skutkiem.  Są ptaki, które już wcześniej śpiewać przestają, ale wielkich, podniosłych głosów, gdy:

"Na św. Wit
Słowiczek cyt,"

           to już ubywa wiośnie bardzo wiele wdzięku. Jakiś czas jeszcze podrzeźnia śpiew jego pokrzywka, wielkiego słuchu i wielkiej pojętności muzycznej ptaszyna; ale gdy jej wielkiego wzoru zabraknie, ucicha i ona. Dudek tylko huda jeszcze wesoło, głośno pogwizduje wilga i kukułka cichnie dopiero pod koniec miesiąca, gdy się na gnieździe młode podniosą bociany.
           Do głosów czułości i radości, troski i trwogi około gniazd ptasich, przybywa piszczenie, cierpanie i świergotanie głodnych żeru piskląt, które czekając opatrzności, szeroko rozdziawiają dzióbki, jeszcze w pałkach na gnieździe, lub już
upierzone, obsiadają gałązki kupką blizko gniazda, albo tulą się pod skrzydła kwoczącej ptaszyny, kt6ra grzebie i wodzi.
           I tu nierówny obyczaj jest ptak6w. Błotne, zbożowe i wodne, łączne i krzewowe tulą i wodzą dłużej młode koło siebie, wprawia
jąc je do cieczenia i pływania, do zeru pola, do ostrożności i lotu, poczem trzymają się, razem z niemi miejsca, lub zbijając gniazda, tworzą gromady i zmieniają pole. Przeciwnie drapieżne ptactwo, lubo bardzo starannie żywi swoje młode, ale już upierzone z pewnym rodzajem ostrości odbija od gniazda i swojej dziedziny, już z końcem tego miesiąca.
         Jest to czas w którym się myśliwe ptaki wybiera z gniazda i żywi z ręki, lubo sokolnicy wybierali także z gniazda jaja i podkładali je pod inne ptaki.
   
       Po płotach i polach nie wypada chodzić z psem, bo płocha ptaszka siedzi jeszcze na gniazdach, spłoszona zaś porzuca jaja, a jeżeli już się wywiodły kurczęta, to są jeszcze w puchu i pies się bałamuci i chwytaniem kurcząt psuje się, a i przyszłego polowania szkoda.
           Właściwe polowanie jest w tym czasie pod koniec miesiąca na łodzi, na podloty i od ostatniego strzału kt6ry się rozległ po leśnej polanie za słomką, nie godziłoby się właściwie strzelić, jak dopiero z łodzi na podloty. W tym cza
sie poczynają się już także pierzyć kaczory i gesiory i szyją się po oczeretach i spławach, niespo sobne do lotu, a już odżerowane dobrze. Najwdzięczniejsze to polowanie. gdzie po temu pole.
           Dla małego myśliwego czas to najprzód podbierania jaj
ptasich, a gdy wszelki ptak, płochy czy drapieżny. trzyma się swego gniazda stale i zdradza sie głosem i zrywaniem, więc jest to pora dogodna do upatrywania gniazd i wybierania myśliwych sokołów i wszelkiej ptaszki, która się ma chować w klatce i na wabia.
           Gdzie chodzi o wykorzenienie szkodliwego drapieżnego ptactwa (bo jest i pożyteczne), tam bije się stare przy gnieździe, a wydziera się młode z gniazdem. Mały myśliwy powinien także w tym czasie tropić łasice, kuny, tchórze, żbiki i domowe koty, które się w poprzek drogi i szerokiej miedzy często przemykają, wychodząc na łup do gniazd ptasich i tym samym tropem wracać zwykły. Nie chodzi o skórkę (lubo już są wyleniałe i lśniące w tym czasie włosem krótkim). ale chodzi o wielką szkodę jaką zwierzynie czynią. szukając dniem i nocą żeru i wydzierając gniazda płochej ptaszki.
           V tym czasie mają bobaki młode i biorą się z gniazda na chowanie, r6wniet młode wydry, kt6rych stanowisko obsiewa się popiołem dla świeżego tropu i następnie stawiania
łapek drucianych z rybką, kt6ra je jak samotrzask zamyka.
            Dzika koza ma w tym czasie młode koźlątko, kt6re na stole do najwykwintniejszych należy przysmak6w.
           Młode wilki w tym czasie odssane, wybierają się z gniazda i biorą po jedne
mu na łańcuch do myśliwskich stajni, gdzie tego potrzeba aby myśliwskie konie z wilkiem oswojone były. Młode lisy, kt6re liszka w tym czasie z jam w zboża wyprowadza. do łowu zaprawia i płytkie letnie jamy kopać uczy. można podbierać z wielką łatwością. Puszcza ąc jamniki. Gdzie jest zwyczaj, te lisy do polowania układają tam najlepiej dać je odrazu do psiarni, aby się razem z psami chowały; czem młodsze, tem łatwiej przystają do ps6w bo są wesołe i igrać lubią z szczeniakami swego wieku.
           Dziki t
rzymają się i w tym czasie ciągle gąszczów; ale samura wywiodła już z barłogu 8 do 10 morągich warchlaków. Jeleniowi odrosły już rogi i stwardniały wcale, w części już obczemchane; ogładził się też, zrzucił sierść zimową i pociemniał pięknie już po świętym Janie, a gdzie tego potrzeba, biją go na upatrzonego na kuchnie.
           Lania i sarna ma jut centkowane cielątko i trzyma się z niem zdaleka od stada i jałowych kóz, i tu czas chwytać żywe do zwierzyn'ców i na chowanie, co nie jest trudno.
           
Głuszec, jarząbek i cietrzew odbili się od samicy i żyje znowu samotnie po głuchych ostępach. a samica wodzi kurczęta po gąszczach.
           W zbożach mają już młode dropie, a przepiórki siedzą na jajach. Najpóźniejsze to wszelkiej kury pisklę jest ta pr
zepiórka, ale po skowronku najwierniejsza towarzyszka rolnika, co uwesela świat Bożym swym głosem, i dopiero wdzięcznie i wesoło, gdy ona powraca, a wszystko głuchnie, gdy jej już nie staje.
           Do układania psów legawych, dla kt6rych pierwsze pole
idzie, czas to ostateczny. Młode jamniki pierwszego pola naj1epiej zaprawiać na płytkich polnych jamach na młode lisy, które jeszcze nie tną i psów nie zrażają.
           Czerwiec zwany jest miesiącem "ciepłej rosy;" zorze nie gasną przez noc całą. Trudno
też mówiąc o czerwcu, nie wspomnieć o uroku świętojańskiej nocy, która rojem świecących muszek, jak iskrami wonnego kadzidła, sieje i rozlewa czarodziejstwo swoje.
           Już też i w części pokoszone łąki napełniają balsamiczną wonią powietrze, a ptas
zka, która po łąkach swe gniazdo usłała, tuli się trwożliwie pisklęty pod pokosami.            Słońce jest w pełnej sile; ogromne obszary łąk i błot, ogołocone z roślin, wychmarzają z powierzchni wód stojących parną atmosferę, e1ektrycznością ciężarną, a częste grzmoty i błyskawice, lub wieczorne i nocne łyskania na pogodę , przeciągają ponad ziemią i oczyszczają powietrze.
           Odkąd najwyższy stan wód i rzek naszych na zimowe przypada miesiące, zwykły niedopisywać gościnne świetojańskie wody; wszakże jeżeli jeszcze przybywają, uprzedza powódź i wezbranie wód ruchem swoim ptactwo morskie, zjawiając się na wybrzeżach rzek . W tym czasie jeszcze jest wedrówka ptaków wyjątkowa, dlatego uderza tak bardzo ten ruch morskich wron, rybitw I wodnych ort6w, kt6
re tylko na wybrzeżach północnego morza, lub w okolicy wielkich jezior teraz przebywać zwykły.
           Zaledwoby uwierzyć można, że do 200tu kilometrów od brzegu morskiego, w głąb śródziemnych krajów, lecą te ptaki, wietrząc burzę, która się nad Tatram
i i pasmem Karpat zbiera i wylać ma powodzią na rzekach. Zresztą wrórzą z przybycia tego ptactwa morskiego zawsze na powódź, a gdzie rybitwa morska siędzie na porzeczach, spadając po raz pierwszy, aż do tego miejsca będzie wylew.